Translate

czwartek, 8 września 2016

Kolekcja #1 kubki

   Dziś post bardziej zdjęciowy niż pisany. Chcę wam pokazać co z zapałem zbieram. Na pierwszy ogień idą kubki. Uwielbiam je! Im bardziej oryginalny kształt i unikatowy wygląd tym lepiej! Zacznę od najstarszych.

1. Kubek z serii Diddl - pewnie wielu z was pamięta, dość popularne wśród dziewczynek kiedy byłam w podstawówce. Dostałam go od wujka na urodziny 9 albo 10 tak mi się wydaje.

















2. Kiedy poszłam z koleżankami do kina kupiłam cole i dostałam ją w takim plastikowym kubeczku. Zachowałam go do dziś. Znosi nawet wysokie temperatury

















3. Kubek dostałam od mojej przyjaciółki na święto - urodziny

















 4.Kubek z Home& you, kupowany w tym samym czasie co ten poniżej

















5. Kubek nutka z Home&you

















6. Jest naprawdę wieli ma chyba z pół albo litr, jest mega wielki. Kupiłam go w jakimś markecie.

















7. Sowa kupiona w Home&you. Akurat była promocja drugi w połowie ceny, więc wzięłam.


















8. Ostatnio kupiłam w Home&you. Jest tak uroczy, że nie mogłam się powstrzymać, a miałam wejść tylko i wyłącznie pooglądać. Kupiłam w tym samym czasie co sowę.


















9.A to ostatni nabytek, taki zwyczajny, ale w ładny wzorek. Kojarzy mi się z zebrą



















10. Ostatni kubek poległy. Uwielbiałam go, ale rodzice nie przypilnowali i bratanek mi go stłukł. Teraz jak duch z zaświatów poszukuję takiego drugiego. Kupiłam go w Home&you.

wtorek, 6 września 2016

Powrót?

   Witajcie kochani! Niesamowicie długo nie pisałam, ale teraz postaram się to robić w miarę regularniej, chociaż ze mną nigdy nic nie wiadomo.
   Co się u mnie działo? A no to, iż odeszłam z pracy z kilku powodów. Jednym z nich była opieka nad bratankiem. Szykuję kilka rysunków, myślę, że pokażą się w najbliższym czasie. Planuję zrobić wiedźmińską sagę, ale nic więcej na tę chwilę nie zdradzę.
   Nie chcę wpadać z pustymi rękami dlatego dziś pieczenie dla leniwych. Byłam ostatnio w Lidlu i na niecałe 3 zł kupiłam ciastka w proszku. Wydaje mi się to fajną opcją kiedy chcemy coś słodkiego, ale nie mamy ochoty ruszyć 4 liter do sklepu.

Mini Amerikaner zawiera w sobie 3 saszetki:

















1. Proszek ciasta biszkoptowego


2. Lukier cytrynowy, który swoją drogą ładnie pachnie


















3. Polewa kakaowa



















Samodzielnie musimy dodać 1 średnie jajko oraz 75 g masła lub margaryny. Ja użyłam margaryny. Miksujemy najpierw na wolnych obrotach, a potem 3 min na szybkich. Nakładamy na papier i pieczemy 10 min. Uprzednio rozgrzewamy piekarnik 180 stopni jeśli mamy termoobieg. Dekorujemy  i gotowe.




Fajna alternatywa jeśli nie chcemy się bawić w cały proces robienia cieszą biszkoptowego. Wyszło mi dokładnie 22 ciastka różnej wielkości. To dość sporo. Z ilości, która wyszła myślałam, że będzie mniej.

Zalety:
+ szybko się robi
+ mocny smak polew
+ świetna zabawa przy robieniu

Wady:
- jeśli nie ma się rękawa cukierniczego to trochę ciężko się nakłada, poniważ ciasto jest bardzo lepkie


Nie zachwycają wyglądem, ale są dobre :)


wtorek, 12 stycznia 2016

Leo z VIXX

   Na wstępie chciałam życzyć wszystkim udanego roku 2016. W prywatnym życiu troszkę się działo, więc znów zaniedbałam bloga. To się raczej nigdy nie zmieni. Ale do rzczy
   Ten rysunek robiłam naprawdę długo. Przyczyną tego raz był brak czasu, innym brak chęci i tak w kółko. Ale w końcu zebrałam się w sobie i skończyłam. To był drugi mój portret wykonywany kredkami. Przyznam szczerze, że nie wiedziałam jaki będzie efekt końcowy. Nie robiłam żadnych wstępnych szkiców. Postanowiłam, ze od początku do końca maja to być kredki. Mimo to dałam małe elementy białym żelopisem i ołówkiem.
   Na koniec dodam, że niedługo kolejny post.






































































































wtorek, 1 grudnia 2015

Stare rysunki

   Miał być co prawda dziś inny post, ale teraz przeglądałam moje stare zdjęcia i postanowiła się podzielić moimi starymi pracami. to niesamowite jak zabawne potrafią być takie rysunki, ale dzięki nim przywraca się do żywych tyle radosnych wspomnień! To był czas rozmazywania cieni :D

Zaczniemy od the GazettE z 2012 roku:

Chłopaki byli rysowani węglem. Jestem człowiekiem, który uznaje, że wszystkim da się rysować toteż Aoiego rysowałam węglem w tabletce (dlatego jest czarniejszy od pozostałych). Ogólnie nie polecam. :P Było zabawnie aczkolwiek niewygodnie się trzymało.








Następny także z 2012 Yuu Shirota:

Jeśli dobrze pamiętam to był mój pierwszy albo 3 portret. Zdjęcie niewyraźne, cienie rozmazane i jeszcze kontury widoczne. :D


I na końcu niedługo przed koncertem w 2012 zespół Ace wraz z przebiegiem rysowania Nimo :)

Rozcieranie, rozcieranie, rozcieranie, ale mimo to lubie te rysunki. Przywołują miłe wspomnienia. :)













poniedziałek, 26 października 2015

Filmowy poniedziałek #2

   Tak, tak, wiem. Miało być co poniedziałek, ale wyszło jak zwykle. Od ostatniego razu dopiero w środę(14.10) udało mi się cokolwiek obejrzeć.
Siedziałam sobie na przerwie i przeglądałam program telewizyjny, gdyż nie oglądam telewizji to i nie wiem co w niej leci. Przerzucam kartki, wyrywkowo czytając tytuły. I oto trafiłam właśnie na ten:

Zdjęcie z Google
   Wiem, że teraz jest ten wielki szał na wampiry wszelkiej maści i pewnie niektórych odrzuca już sam tytuł. Początkowo też myślałam, że będzie takie jak inne. Film ma swoje plusy i minusy. Zacznijmy od tego, że jest z 1994 roku. Jak na ten rok myślę, że wizualnie prezentuje się dobrze. Nawet zaryzykowałabym stwierdzeniem, iż jest bardzo dopracowany. Obala wiele mitów, aktorzy są świetnie ucharakteryzowani, gra aktorska trzyma poziom. Co mnie zawiodło to to, że w gazecie pisali, że to jest thriller, jednak ja bym podciągnęła to pod... może dramat? Film bardziej wydaje się smutny niż przerażający. Po dreszczowcach oczekuję napięcia i sikania ze strachu. No, ale niestety. Może ktoś się wystraszy, jeśli boi się widoku krwi. Mimo to nie jest jej znów aż do przesady co jest dla mnie na plus.

Główny bohater. Zdjęcie z Google
   Dla mnie wielkim plusem jest główny bohater. Brad Pitt nieraz zaskoczył mnie swoją grą aktorską. Tak było i tym razem. Dobra, ok, przyznaje się bez bicia, w ogóle go nie poznałam. Co mi udowadnia, że świetnie gra. Nie lubię aktorów monotonnych, którzy jakiej roli by nie dostali zawsze zagrają ją podobnie. On w każdej dosłownie staje się tą osobą.On jej nie gra, on nią jest. Ja go, jak i innych aktorów, nigdy nie oceniam poprzez pryzmat prywatnych odczuć względem człowieka. Oceniam tylko i wyłącznie grę aktorską. Jeśli kogoś nie lubię, ale zagra świetnie, to po prostu to mówię. Zauważyłam, że sporo osób, jednak ocenia nie grę, a aktora. Szkoda.


   Tom Cruise też zagrał fenomenalnie. Jak dla mnie postać miała być dobrym, szalonym złoczyńcą i rzeczywiście taki był. Momentami troskliwy, a innym razem szajba mu odwalała. Dodatkowo miał niesamowita charakteryzacje. Stroje, makijaże, wszystko mnie zachwycało. Charakteryzatorzy naprawdę się postarali pod tym względem. Odwalili kawał dobrej roboty.


   Aktorki, która zagrała Claudie szczerze mówiąc nie znam. Ale trzeba przyznać, że rzeczywiście w filmie wyglądała jak porcelanowa laleczka. W pewnym sensie podobała mi się relacja między nią a głównym bohaterem. Troszkę trudno ją określić,
   Na tym zakończę, by nie zdradzać zbyt dużo. Ogółem mówiąc, bardzo polecam ten film, ale chyba bardziej osoba, które lubią wampiry. 

poniedziałek, 7 września 2015

Filmowy poniedziałek

   Dziś zaczniemy na luzie bez wielkich uniesień. W piątek wieczorem miałam chwilę czasu, więc postanowiłam obejrzeć film, który po prostu kocham. Być może wielu z was o nim słyszała, a jak nie to polecam.



Prawo Bronxu (oryg. A Bronx Tale) – film z 1993 roku w reżyserii Roberta De Niro na podstawie sztuki Chazza Palminteriego. (Źr. Wikipedia)

   Film opowiada o chłopcu imieniem Calogero, który wychował się w Bronxie. Za czasów, gdy biali i czarni prowadzili ze sobą spory i bójki. Jako mały chłopiec podziwiał niemal jak Boga gangstera zwanego Sony. Mężczyzna w ogóle nie zwracał na niego uwagi aż do pewnego dnia kiedy malec był świadkiem nieprzyjemnego zdarzenia. Od tej chwili zaczęła się ich znajomość.

Google grafika

   Bardzo przypadły mi do gustu postacie. Szczególnie główny bohater. Chłopak ciekawy świata i nie rozumiejący pewnych spraw. Nieświadomie stacza się na dno wpadając w niewłaściwe towarzystwo. Dobry dzieciak w świecie przepełnionym nienawiścią i rasizmem.
   Sony jako boss też jest moim zdaniem genialnie pokazany. Człowiek, który jest przywódcą gangsterów tak na prawdę jest dobry i niezwykle inteligentny. Wychowuje malca niemal jak swojego syna ucząc go co jest właściwe a co nie.
   Chociaż postaci drugoplanowe zostały lekko spłycone to podoba mi się pokazanie ich głupoty i bezmyślności. Mam tu na myśli przyjaciół Calogero - Mario, Śliskiego i pozostałych. Tak bardzo chcieli dokopać czarnym, że nie zastanowili się jakie będą konsekwencje ich nieprzemyślanych działań.

Google grafika


   Otoczenie również jest dla mnie na plus. Z pozoru zwykła dzielnica, a jednak rządząca się swoimi własnymi prawami. Każdy zna każdego, a jednocześnie jakby nikogo nie znali. W sumie minusów jakoś szczególnie nie wyłapałam. Jedyne co mnie zawiodło to nagły brak matki kiedy główny bohater podrósł. Nagle wyparowała z całej fabuły.
   Na akcje też nie narzekam, aczkolwiek Calogero mógł zrobić kilka większych przestępstw, które by pokazały jak rzeczywiście popadł w kiepskie towarzystwo.



   Myślę, że jeśli ktoś zrozumie fabułę to film idealnie wprowadza nas na tor refleksji i przemyśleń. Przyznam szczerze, że niektóre żarty czy momenty z filmu zrozumiałam dopiero teraz, gdy dojrzałam. Czasem nie jesteśmy wstanie pojąć czegoś oczywistego, jeśli do tego nie dorośniemy. Film pokazuje, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Często zastanawiam się czemu nadal trwa walka między czarnymi i białymi. W zasadzie różni nas tylko kolor skóry. W końcu i jedni, i drudzy są dobrzy oraz źli. Czarny czy biały dla mnie każdy jest bratem. Nie chcę zmieniać na siłę poglądów innych ludzi, w końcu każdy ma prawo wyboru. Jednak fajnie, by było zastanowić się nad tym, czy rasizm ma sens. Trzeba pamiętać, że nienawiść rodzi nienawiść. Agresja nie rozwiązuje problemów tylko je pomnaża. Czy zamiast atakowania siebie na wzajem nie ma innego sposobu na złagodzenie konfliktu?